Pierwsza taka sytuacja w branży stalowej w XXI wieku. Prezes Stalprofilu: mamy kumulację

Początek 2026 r. przyniósł branży stalowej w Polsce i Europie kumulację sprzyjających czynników: CBAM, cła i local content. Ceny najpierw rosły, ale w II kwartale hamują, bo popyt słabnie, a na rynku wciąż jest zapas towaru z końca 2025 r. - Zapowiadane inwestycje infrastrukturalne mają wielomiesięczne opóźnienia - mówi Henryk Orczykowski, prezes Stalprofilu.

Branża oczekiwała, że to będzie rok przełomu. Jak się dotychczas rozwija?
W IV kwartale ubiegłego roku mieliśmy falę wzmożonego importu, którym dystrybutorzy i klienci starali się „uciec” przed opłatami CBAM, które zaczynały obowiązywać od początku roku. Wzmożonym zakupom towarzyszył wzrost cen, który przełożył się także na początek pierwszego kwartału tego roku. Nie mówimy o dużej skali – to jakieś 10 proc. w ciągu pół roku.
 

Stalprofil I kwartał zakończył dodatnimi wynikami we wszystkich spółkach i podstawowych obszarach biznesowych. Z optymizmem patrzymy w przyszłość, bo grupa od 38 lat ciągle się rozwija w każdych warunkach zewnętrznych.

W II kwartale ten wzrost cen hamuje, bo okazuje się, że na rynku wciąż jest dużo produktów kupionych jeszcze w końcu ubiegłego roku. Mamy także jeszcze działające kontyngenty w ramach kończącego się wraz z drugim kwartałem safeguardu.

Przyhamowanie wzrostu cen w drugim kwartale to także wyraźny skutek zmniejszonego popytu. W pierwszym kwartale nie był on duży, a teraz jeszcze się zmniejszył. Moim zdaniem, gdyby nie CBAM, to na rynku stalowym byłaby katastrofa. CBAM ustabilizował w tej chwili sytuację, zarówno rynkową, jak i cenową.

CBAM i ceny stali w 2026 r.: wzrost, a potem hamowanie
Mam wrażenie, że przez cały pierwszy kwartał na rynku była krzewiona świadomość istnienia CBAM-u, oraz kontyngentów, które mają zacząć działać od początku lipca. Wielu odbiorców nie słyszało o tych mechanizmach i wzrost tej świadomości w końcowym okresie kwartału sprawił, że ceny zaczęły rosnąć.

Te instrumenty zbudowały bardzo solidną bazę do ustabilizowania złej sytuacji w sektorze stalowym. Pokazane po pierwszym kwartale wyniki firm były już przyzwoite. Ze strony producentów odczuwamy bardzo silną presję na wzrost cen. Chcą wręcz wymusić większą dynamikę wzrostu cen, aby osiągnąć rentowność umożliwiającą bieżące funkcjonowanie i rozwój.

Mam wrażenie, że producenci od dawna usiłują doprowadzić do wzrostu cen, ale dotąd rynek tego nie przyjmował. Teraz sytuacja się zmienia?

- W niewielkim stopniu. Pojawiły się elementy ochrony rynku, które są dobre, ale zmniejszył się popyt. Nie ma nowych dużych inwestycji, jest mało inicjatyw prywatnych. Mamy w większości przypadków do czynienia z kontynuacją inwestycji, które są już na takim etapie, na którym popyt na stal się zmniejsza.

W przypadku każdej inwestycji zapotrzebowanie na stal jest największe w początkowych etapach, kiedy buduje się infrastrukturę, stawia budynki, kładzie rurociągi.

- W naszym przypadku średnia sprzedaż w tonach w maju spadła o 20 proc. Spadek jest odczuwalny na całym polskim rynku.

Z drugiej strony spada także sprzedaż za granicę. Przy czym nie zawsze jest to skutek zmniejszenia popytu na unijnych rynkach. W naszym przypadku dużo się mówi o krajowym wkładzie (local content), a na przykład w Niemczech się o tym nie mówi, tylko skutecznie stosuje w praktyce.

Czy to oznacza, że w kolejnych kwartałach należy się spodziewać pogorszenia sytuacji?

- Jestem przekonany, że nie. Wiemy, że „w poczekalni” czekają na uruchomienie duże inwestycje w sektorze infrastruktury, w sektorze elektroenergetyki i w sektorze obronnym.

Inwestycje infrastrukturalne i energetyczne: co może ruszyć w kolejnych kwartałach?
Przykładem może być duży gazociąg Rozwadów-Strachocina, który Gaz-System przygotowuje do uruchomienia. Był zapowiadany w czwartym kwartale, potem w pierwszym kwartale. Na początku roku była mowa, że inwestycja ruszy bezwzględnie najpóźniej w kwietniu. Dzisiaj się mówi, że zostanie uruchomiony dopiero w lipcu.

W tym wypadku zacznie się od przetargu na rury, czyli rzeczywiste zapotrzebowanie zostanie przesunięte na IV kwartał. W wypadku tak dużego jednostkowego kontraktu wyniesie ono 80-90 tys. ton blach.

Jak zmieniły się warunki funkcjonowania gospodarki? Czy local content pomaga?

- Trudno jeszcze powiedzieć. Werbalne zapowiedzi są wystarczające, jednak w praktyce wiele zależy od tego, jak te zasady będą stosowane. Czekamy na pełne przetestowanie politycznych deklaracji, na zapowiadane i planowane inwestycje, które na razie nie ruszają.

Możliwe, że to wynik polityki rządu, który chce uruchomić te inwestycje tuż przed wyborami, żeby wówczas uzyskać wzmocnienie gospodarki i wzrost aktywności przedsiębiorstw. Będziemy patrzeć decydentom na ręce i nagłaśniać każdy przypadek nierealizowania słusznych i ogłoszonych działań.

Wspomniał pan o tym, że coraz trudniej jest sprzedawać na inne rynki europejskie. Local content miał być ochroną rynku europejskiego przed napływem stali z innych regionów, a nie źródłem wzrostu konkurencji między poszczególnymi krajami Unii. Czy jest stosowany jako sposób na ochronę krajowych rynków przed handlem wewnątrzunijnym?

- Niemcy czy Francuzi wprowadzali rozwiązania chroniące ich rynki przed unijną konkurencją jeszcze przed stworzeniem regulacji o local content. Trzeba jednak przyznać, że local content rzeczywiście ma dwa poziomy.

Na pierwszym mamy ochronę unijnego rynku jako całości, a na drugim mocniejsze zamykanie się rynków krajowych przed konkurencją z innych krajów Unii Europejskiej. Pod tym względem także Polska zwiększyła aktywność, z tym że my teraz wprowadzamy rozwiązania, które w innych krajach funkcjonowały od lat, a unijni partnerzy wprowadzają już kolejne.

Local content w UE: ochrona rynku czy bariera w handlu wewnątrzunijnym?
To dobrze, że rząd zaczął wreszcie korzystać z rozwiązań, które inne państwa od lat wykorzystują w swoich procedurach przetargowych. Mamy jednak do czynienia ze spowolnieniem i niską aktywnością przemysłu w całej Unii Europejskiej, a w takich warunkach krajowe rynki na zachodzie zamykają się zawsze jeszcze mocniej niż zwykle.

Przykładowo, kiedy mamy z Francji kontrakt na izolowane rury, to zamawiający same rury kupuje we Francji i wysyła do nas, żebyśmy je zaizolowali, mimo że takie same rury mógłby kupić w Polsce, oszczędzając czas i pieniądze na transport w jedną stronę.

U nas często za wystarczające realizowanie polityki local content zamawiający uważa wybór polskiej firmy jako generalnego wykonawcy. Nikt jednak nie wymaga, żeby korzystał on z krajowych źródeł – skoro generalny wykonawca jest polski, to nawet jeżeli materiały kupuje w Egipcie, Indiach czy Turcji, to zamawiający local content traktuje jako zrealizowany.

Umowy dwustronne tworzą luki w ochronie rynku
Dodatkowo w wypadku na przykład Indii wyłomem w zasadach ochrony rynku są dwustronne umowy. To trochę tak, jakbyśmy w płocie na granicy białoruskiej wstawili furtkę i powiedzieli, że cała granica jest szczelnie zamknięta, ale tędy sobie wchodźcie, ile chcecie.

Moim zdaniem, problemem takich bilateralnych umów jest to, że w założeniu mają otwierać nowe, wielkie rynki na nasze wyroby, a w rzeczywistości wymiana dóbr jest bardzo jednostronna i powiększa nasz import.

Jak przejęcie Promy wpłynęło na grupę Stalprofil?

- Mamy do czynienia z dużym skokiem jakościowym w tym obszarze biznesowym. Zyskaliśmy nowe możliwości w zakresie izolowania rur. Dzięki synergiom z Izostalem spółka Proma zwiększa aktywność i generuje dobre wyniki. Umocniliśmy przez to naszą pozycję na rynku nie tylko polskim, ale i europejskim.

Co się zmienia w pozostałych obszarach działalności grupy kapitałowej ?

- W spółce Kolb chcemy wprowadzić nowe urządzenia, poprawiające precyzję obróbki metali. W całej grupie inwestujemy w poprawę efektywności obsługi nabywców, w doskonalenie organizacji. W ramach Stalprofilu mamy zamiar dzięki temu zwiększyć naszą aktywność o połowę w okresie 3 – 5 lat, wykorzystując jedynie posiadane już zasoby.

Ale przede wszystkim zmieniamy sposób zarządzania całą grupą kapitałową. Teraz każde zamówienie w każdej jednostce traktujemy jako dotyczące grupy, a nie pojedynczej spółki. Kiedy dostajemy zamówienie, ustalamy, jakie mamy zasoby do jego realizacji w całej grupie i sięgamy po zasoby zewnętrzne, tylko takie, jakich u nas nie ma. Do koordynacji tych zadań został powołany wiceprezes zarządu ds. rozwoju grupy kapitałowej Marek Mazurek, który jest jednocześnie prezesem zarządu spółki Izostal.

Realizujemy także zadania, które nie mają bezpośredniego wpływu na działanie spółki, ale poprawiają komfort pracy i ochrony zdrowia naszych pracowników. Założona przez nas Fundacja Stalprofil im. Jerzego Bernharda skończy w tym roku 5 lat. Jednymi z jej ostatnich działań były akcje podnoszące świadomość zagrożenia chorobami nowotworowymi wśród pracowników. W ramach tych działań prowadziliśmy nie tylko akcję ulotkową, ale także badania przesiewowe.

Źródło: www.wnp.pl
Piotr Myszor