Przy dołującym rynku nie ma miejsca na robienie zysków, ale można robić akwizycje
Przy niskim popycie nawet niewielkie ilości taniej, importowanej stali mają ogromne znaczenie dla rynku. Firmy składają bardzo niskie oferty cenowe, by pokryć koszty i utrzymać ludzi. Nie ma teraz miejsca na robienie zysków – mówi WNP Henryk Orczykowski, prezes Stalprofilu.
Wyniki Stalprofilu mogły rozczarować część obserwatorów. Jak pan je ocenia?
- Wyniki każdej firmy zawsze należy oceniać w kontekście zewnętrznych uwarunkowań rynkowych i oceniać także w kontekście wyników innych firm funkcjonujących w tych samym czasie w tych samych warunkach.
A warunki zewnętrzne mamy wciąż ekstremalnie trudne – nadal trwa militarna i gospodarcza wojna, nadal firmy borykają się z ogromnymi kosztami, w tym kosztami energii, nadal nie mamy ochrony polskiego i europejskiego rynku. W tej sytuacji osiąganie jakichś wysokich zysków jest po prostu niemożliwe.
Pracy wciąż jest niewiele, a wszyscy chcą przeżyć i dlatego w obecnych przetargach jest ogromna konkurencja. Zdeterminowane firmy składają bardzo niskie oferty cenowe, żeby tylko pokryć koszty i utrzymać ludzi oraz potencjał. W firmach nie ma teraz miejsca na robienie zysków.
Z mojego punktu widzenia, jeżeli w czasie największego od 30 lat kryzysu w branży stalowej, w kryzysie gospodarczym, w kryzysie geopolitycznym, moja firma ma dodatni wynik i ma bardzo stabilną pozycję i dobrą sytuację finansową, to jest to jednak rodzaj sukcesu.
Skąd w takich warunkach dobra sytuacja?
- Odpowiedź jest dość prosta: Grupa Kapitałowa Stalprofil to solidna organizacja zbudowana na mocnych fundamentach finansowych i organizacyjnych, posiadająca doskonałą kadrę kierowniczą i pracowników. Realizujemy konsekwentnie strategię długoterminowego, bezpiecznego rozwoju.
Kryzysy i wahania koniunktury są wpisane w sposób działania każdej gospodarki i każdej firmy, trzeba odpowiednio tym zarządzać i Stalprofil wielokrotnie już w swojej historii udowodnił, że potrafi to robić dobrze.
Finansowy margines bezpieczeństwa pozwala przeżyć trudne czasy
Patrząc wstecz, mieliśmy w ostatnich latach także krótkie okresy wysokiego wzrostu, np. kiedy po wybuchu wojny w Ukrainie zapotrzebowanie na stal chwilowo wzrosło, bo wiele firm budowało zapasy, nie wiedząc, jak sytuacja się rozwinie. W tym okresie wiele firm osiągnęło wysokie zyski i wypłaciło duże dywidendy.
My przeznaczyliśmy na dywidendę tylko 20 proc. zysku, a resztę odłożyliśmy na kapitał zapasowy, za co bardzo dziękuję akcjonariuszom. Mamy więc obecnie pewien margines bezpieczeństwa, który pozwala na dalszy rozwój i zachowanie stabilności mimo spadku zysków. To również jest przykład długoterminowego patrzenia na funkcjonowanie organizacji.
Ponadto ciągle doskonalimy firmę wewnętrznie. Dzięki reorganizacji działu sprzedaży i zmianie aktywności rynkowej nasz wolumen sprzedaży rośnie.
Z czego wynikają wysokie koszty? Czy coś się zmienia w tej kwestii?
- Nic się nie zmienia i w znacznej części to wynik unijnych regulacji, które nakładają na firmy dodatkowe obowiązki generujące koszty.
Pod tym względem jednym z największych błędów Unii Europejskiej jest umożliwienie handlu uprawnieniami przez instytucje finansowe, co spowodowało wzrost ich kosztów, bo stały się normalnym elementem spekulacji sektora finansowego. Jeżeli Unia się nie zreflektuje i nie odejdzie od wolnego rynku handlu uprawnieniami, to ich ceny, a tym samym koszty energii - pozostaną wysokie.
Nadmiernie obciążając swój przemysł opłatami klimatycznymi i innymi kosztami, które ponoszą tylko unijne firmy, a jednocześnie bezwarunkowo otwierając rynek na produkty z krajów, gdzie nie trzeba takich kosztów ponosić, Unia popełniła błąd.
Zamiast mnożyć regulacje, trzeba działać - jak Trump
Dziś ten okręt tonie, a urzędnicy się zastanawiają, jakimi regulacjami zatykać dziury, zamiast sięgać po takie same instrumenty, jak inne kraje. Donald Trump się nie zastanawia, tylko robi swoje.
To przypomina sytuację strzelaniny między policjantami a przestępcami – policjant musi wypełnić wszystkie proceduralne wymogi, oddać strzały ostrzegawcze, a przestępca po prostu strzela. Bardzo często ten, kto przejmuje inicjatywę, wygrywa zwarcie.
Unia wprowadzała pewne regulacje ze słusznych pobudek, ale zmieniły się warunki funkcjonowania. Mamy kryzys, wojnę tuż przy granicy i nieprzewidywalną politykę handlową Stanów Zjednoczonych. W tej sytuacji Unia powinna zawiesić na jakiś czas te regulacje i stosować inne - takie, które pozwolą skutecznie się bronić.
W Polsce z tego powodu mamy rozczarowanie rządem Donalda Tuska - słuszne intencje i zapowiedzi premiera dotyczące chronienia polskich firm, zmiany prawa zamówień publicznych, wprowadzenia rozwiązań umożliwiających poprawę konkurencyjności polskich firm nie zostały wcielone w życie.
Biznes czeka na regulacje, na ożywienie gospodarcze, na zapowiedziane inwestycje związane z infrastrukturą czy bezpieczeństwem. Nowych projektów, uruchamianych przez obecne władze, jest bardzo niewiele. W dalszym ciągu dominują prace, będące kontynuacją inwestycji rozpoczętych przez poprzednią władzę.
Czy sama liczba inwestycji wystarczy? Czy trzeba też zmienić podejście do przetargów publicznych?
- Moim zdaniem w przypadku inwestycji infrastrukturalnych, prowadzonych przez spółki publiczne za pieniądze polskich podatników powinniśmy pilnować, żeby te środki zostały w kraju, w polskich firmach. W innych krajach to się dzieje.
Protekcjonizm, ochrona własnego rynku pozwalają tym krajom łagodniej przechodzić kryzys, bo potrafią one stworzyć mechanizmy wspierające własny biznes, własnych dostawców, bo wiedzą, że to jest droga do rozwoju. Obecnie otworzyła się kolejna nadzieja, że po reorganizacji rządu coś się tam ruszy, chociaż systemowy konflikt z nowym prezydentem może być dużym utrudnieniem.
Odzyskaliśmy dostęp do KPO, ale czuje pan mocne uderzenie tych środków na rynku?
- Z punktu widzenia naszej dużej firmy wpływu KPO na rynek nie widać. Podejrzewam, że środki z KPO mogą trafić na zakup gotowych dóbr inwestycyjnych. Przykładem niech będą całe farmy wiatrowe kupowane przez Orlen, które są gotowe, przywożone do Polski i jedynie montowane. Tego typu inwestycje nie mają odbicia na krajowym rynku stali czy usług.
Wiele obecnie prowadzonych inwestycji to jeszcze finalizacja projektów rozpoczętych przez poprzednią ekipę rządową, chociażby takich jak terminal FSRU. Wiele z nich przygotowano z warunkami bardzo niekorzystnymi dla wykonawców.
To nie brzmi jak optymistyczna zapowiedź najbliższej przyszłości…
- Perspektywa na drugie półrocze nie jest lepsza w porównaniu z pierwszym. Ale spółka jest bardzo stabilna. Ma dobrą sytuację finansową i cały czas się rozwija. Pierwsze półrocze miało takie dwa oblicza. Pierwszym były zewnętrzne, rynkowe warunki, które nie pozwoliły uzyskać więcej i pod tym względem nie mamy sobie nic do zarzucenia.
Z drugiej strony cały czas zarządzanie grupą kapitałową jest nastawione na rozwój. Nie oszczędzamy środków na doskonalenie narzędzi, sposobów działania, pozyskiwanie nowych ludzi, dozbrajanie się w nowe aplikacje, w nowe rozwiązania informatyczne.
Wolumeny sprzedaży rosną, mimo spadającego rynku
Najwięcej zrobiliśmy w dziale handlowym. System funkcjonowania na rynku został całkowicie zmieniony, zbudowany od nowa i stąd wolumeny sprzedaży są dużo wyższe niż w ubiegłym roku, mimo spadającego rynku.
Na razie marże są głodowe, ale nawet przy niewielkim odwróceniu się trendu firma zacznie zarabiać.
Mimo trudnej sytuacji stać was jednak na zakupy…
- Należąca do grupy kapitałowej spółka Izostal poinformowała rynek o prowadzonej akwizycji. Przedmiotem akwizycji jest Proma z siedzibą w Zawadzkiem, specjalizująca się w nakładaniu powłok ochronnych na rury przesyłowe, w tym głównie laminatów szklano-żywicznych oraz powłok włóknisto-cementowych.
Firma oferuje zaawansowane rozwiązania w zakresie ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi oraz biernej ochrony antykorozyjnej, które zapewniają trwałość i wytrzymałość rur w trudnych warunkach eksploatacyjnych. Produkty Promy znajdują zastosowanie głównie w branży gazowniczej, wodno-kanalizacyjnej i petrochemicznej.
Co skłoniło grupę do tej akwizycji?
- Głównym celem akwizycji jest poszerzenie zakresu usług oferowanych na rynek o nowe rodzaje powłok, co poprawi atrakcyjność całej oferty rynkowej Izostalu. Ponadto Proma zlokalizowana jest w bliskiej odległości od Izostalu (ok. 11 km), co pozwoli na optymalizację kosztową we wszystkich obszarach działalności, a tym samym możliwość generowania dodatkowych zysków.
Czy w najbliższym czasie spodziewa się pan jakichś zmian sytuacji rynkowej?
- Niestety nie. Do tego potrzebna jest większa liczba inwestycji, z lepszymi warunkami dla wykonawców.
Oczywiście konieczna jest ochrona rynku i wprowadzenie pewnych form protekcjonizmu.
Powtarzamy od lat, że wysokie koszty polityki ochrony klimatu, prowadzonej w tak agresywnej formie wyłącznie przez Unię Europejską, stawiają unijny, a więc i polski przemysł na straconych pozycjach. Głównie koszty energii są przez to na znacznie wyższym poziomie niż w innych regionach świata.
Mamy na rynku takie paradoksy, że to stal spoza Unii Europejskiej jest często uważana za „zieloną”, bo jest produkowana w piecach elektrycznych, a więc ma ślad węglowy o ponad 90 proc. niższy niż stal z wielkich pieców. Unijna administracja nie bierze jednak pod uwagę, że produkcja stali w piecach elektrycznych wymaga ogromnej ilości energii, a w krajach pochodzenia tej „zielonej” stali miks energetyczny wcale nie jest zielony.
Mówiąc o pozaunijnej stali, to dziś największym problemem w Polsce wydaje się stal ukraińska. Jednak biorąc pod uwagę wielkość krajowego zużycia, nie wpływa jej do nas tak dużo.
- Można powiedzieć, że przy krajowym zużyciu stali na poziomie 13-14 mln ton ten milion czy dwa miliony ton stali z Ukrainy to niewiele. Przy niskim popycie nawet niewielkie ilości taniej stali, importowanej gdzieś z zewnątrz, mają ogromne znaczenie dla rynku.
Obecna sytuacja na rynku stali, spadek cen to właśnie efekty niskiego popytu i niekontrolowanego importu nie tylko z Ukrainy, ale z wielu innych krajów.
Mam wielką nadzieję, że rządzący podejmą jakieś konkretne decyzje, bo my – zarządzający firmami, pracownicy – robimy wszystko, co możemy i nie znajdujemy wsparcia w sprawach koniecznych, w których nic nie możemy sami zrobić. A na końcu tego wszystkiego jest człowiek – każdy pracownik - któremu oprócz bezpieczeństwa fizycznego należy zapewnić bezpieczeństwo bytowe, ekonomiczne.
Źródło: www.wnp.pl
